ok, to znów sen o moim domu rodzinnym, a te sny są znaczące. Ostatnie dwa, które w pewnym sensie się sprawdziły, były niedobre. Ten był o dziwo, w swojej dziwności, dobry.
nie pamiętam początku, ale jest noc, a ja jestem w ogrodzie. Zajmuję się absolutnie swoimi sprawami, chyba nawet kilkoma naraz. W pewnym momencie podchodzę do furtki, gdzie stoi moja mama, rozmawiająca z kilkoma odchodzącymi ludźmi, między innymi z jakąć kobietą od castingów. Ale ja, nawet czując respekt przed tą kobietą ( w końcu jest ważna) , bardziej zajmuję się szukaniem siekiery. Znajduję tylko mniejszą, a tak naprawdę szukam wielkiej. POtem idę do ogrodu, i wciąż czegoś szukam. Nie wiem dokładnie czego. Przechodzę koło zaparkowanego samochodu i wciąż szukam. W końcu wchodzę na dach garażu, i znajduję coś dziwnego - jakby sam środek wyświetlacza do filmów dla dzieci - który świeci i wiem, że jest tam jakiś film, ale zanim go komuś pokaże muszę sprawdzić, czy nie jest to zbyt osobiste, zbyt wstydliwe dla mnie. Na dachu tego garażu jest też zaparkowany mój samochód. Przez drzwi ze szkła zaglądam do środka domu i tam widzę mamę , Huberta i moja siostre, zajętych czymś razem. A mnie jest dobrze samemu na tym dachu. Szczególnie, że w powietrzu słychać piosenkę, śpiewaną przez młodych aktorów, dziewczynę i chłopaka. Piosenka jest z lekka w stylu ludowym i ma dziwny tekst. O czym śpiewa chłopak nie wiem dokładnie, bo identyfikuję się z tym co śpiewa dziewczyna. A ona śpiewa o tym, że on ( chyba ) jest Ukraińcem i coś w ich relacji jest nie tak. On wyjeżdża, on ( chyba ) jej nie chce. Ale ona nie traci pogody ducha. Śpiewa, że nawet jeśli on wyjedzie, to ona i tak uzna, że oni są razem. Bo to oczywiste. I że za którymś razem ( chyba trzecim o ile dobrze pamiętam) to i tak musi się udać. Ta piosenka jest niezwykle pozytywna w swoim przekazie i wprawia mnie w niezwykle dobry humor, a nawet chyba zaczynam sobie ją nucic.